- Dwa dni w Lizbonie – intensywny city break przed wyprawą na Azory
- Azory na własną rękę — poradnik pełen przygód i praktycznych wskazówek na 5 dni na São Miguel
- Algarve — co warto zobaczyć w 4 dni? Praktyczny przewodnik
- Lizbona i zachodnie wybrzeże – ostatnie dni naszej portugalskiej przygody
Gdzieś między Europą a Ameryką unosi się wulkaniczny archipelag, który zachwyca tak bardzo, że aż trudno uwierzyć, że jest prawdziwy. São Miguel, największa z wysp Azorów, okazała się dla nas miksem przygody, natury, doskonałego jedzenia i… nieprzewidywalnej pogody. Chcesz przeżyć podobną podróż? Koniecznie przeczytaj nasz szczegółowy poradnik i poznaj najlepsze miejsca, historie, wskazówki i smaczki, jakie przywieźliśmy z tej wyprawy.
Dzień 1 – Przylot do Ponta Delgada i pierwszy kontakt z wyspą
Podróż rozpoczęliśmy jeszcze w Lizbonie, skąd wystartowaliśmy około 18:00 lokalnego czasu. Lot do Ponta Delgada, głównego miasta wyspy São Miguel, trwał niecałe dwie godziny i przebiegł wyjątkowo spokojnie. Około 20:00 lokalnego czasu wysiedliśmy z samolotu w powiewie atlantyckiego powietrza.
Na lotnisku czekała na nas przygoda w wersji motoryzacyjnej — wynajęty samochód klasy C w firmie Flor do Norte okazał się… sympatyczną Pandą. Uśmiech na twarzy wywołał dodatkowo Tony, przemiły pracownik wypożyczalni, który wręczył nam kluczyki i rozbawił swoimi żartami tak bardzo, że zapomnieliśmy o zmęczeniu po podróży.
Formalności załatwiliśmy błyskawicznie na parkingu Kiss and Drive, a następnie przejechaliśmy na pobliski parking Parque do Ramalho, by spokojnie przygotować się do dalszej drogi.
ANC Experience Resort — pierwsza baza wypadowa
Do hotelu ANC Experience Resort dotarliśmy około 21:00. To nowoczesne miejsce w spokojnej okolicy, idealne do eksploracji wyspy. Po rozpakowaniu bagaży od razu ruszyliśmy do supermarketu Continente, by zrobić zakupy. Zaskoczył nas szeroki wybór lokalnych produktów — znajdziecie tam sery, wędliny, świeże ryby, a nawet tradycyjne słodycze.
Zakupy zajęły nam nieco ponad godzinę, więc do hotelu wróciliśmy po 22:00. Resztę wieczoru spędziliśmy planując kolejny dzień — z wyczekiwaniem i ekscytacją, bo Azory to miejsce, które trudno zamknąć w ramy zwyczajnego planu.
Dzień 2 – Basen, Furnas i azorska herbata
Drugi dzień postanowiliśmy rozpocząć leniwie — do południa korzystaliśmy z basenu hotelowego, łapiąc promienie słońca. Niestety, jak to często bywa w podróży, zapomnieliśmy o podstawowej rzeczy — kremie przeciwsłonecznym. Efekt? Solidne poparzenia, które towarzyszyły nam do końca wyjazdu. Jeśli coś możemy doradzić, to koniecznie zabierzcie wysoki filtr SPF — azorskie słońce, nawet przy pozornej chmurze, potrafi być wyjątkowo zdradliwe.
Wyprawa do Furnas i smak Cozido
Po basenowym chilloucie ruszyliśmy do Furnas, a dokładniej do miasteczka Povocao, gdzie w Tony’s Restaurant czekała na nas kulinarna przygoda — słynne Cozido das Furnas.
Cozido to tradycyjna potrawa azorska, przyrządzana w unikalny sposób — mięsa (wołowina, wieprzowina, kurczak) oraz warzywa (kapusta, marchew, ziemniaki, bataty) układa się warstwami w dużym garnku i zakopuje w geotermalnym gruncie. Dzięki energii geotermalnej przez kilka godzin potrawa „gotuje się” w naturalnych warunkach — w gorących fumarolach i bulgoczącej ziemi. Smak jest wyjątkowy, niepowtarzalny i wart spróbowania.


Po obiedzie skierowaliśmy się do plantacji herbaty Gorreana w okolicach Maia — to absolutny must-see!
Gorreana — jedyna plantacja herbaty w Europie
Plantacja Gorreana istnieje od 1883 roku i do dziś pozostaje jedynym miejscem w Europie, gdzie herbata uprawiana jest w tak dużej skali. Rośnie tu głównie zielona i czarna herbata, bez pestycydów, w idealnym klimacie zapewnianym przez azorskie wilgotne powietrze i bogate gleby wulkaniczne.
Zwiedzając fabrykę, można poznać cały proces produkcji — od ręcznego zbioru liści po ich suszenie, sortowanie i pakowanie. W sklepie przy fabryce warto kupić kilka paczek herbaty — to świetna pamiątka i doskonały prezent dla bliskich.

Ponta Delgada — serce wyspy
Po krótkiej wizycie na plantacji złapał nas deszcz — typowa azorska pogoda. Chwilę później już świeciło słońce, więc ruszyliśmy do Ponta Delgada.
Portas da Cidade
Portas da Cidade, czyli Bramy Miasta, to jeden z symboli Ponta Delgada — piękna, biała budowla w stylu manuelińskim z XVIII wieku, która witała dawniej podróżnych przybywających do portu.
Town Hall of Ponta Delgada
Ratusz miejski wyróżnia się elegancką architekturą i jest sercem administracyjnym miasta. Wokół placu, na którym się znajduje, często odbywają się lokalne wydarzenia i koncerty.



Mercado da Graça
To tradycyjny targ spożywczy, gdzie koniecznie musicie spróbować azorskich ananasów — są mniejsze od tych, które znamy z supermarketów, ale niebywale słodkie i aromatyczne.
Podziemia parkingowe przy Portas da Cidade kosztowały tylko 0,7 euro za godzinę, co było świetnym rozwiązaniem w tak ruchliwym mieście. A tuż nad parkingiem trafiliśmy na budkę z lodami Mucca Gelados — przepyszne, lokalnie produkowane gelato, które doskonale orzeźwia w ciepłe popołudnie.
Ananasowe opowieści
Nie mogliśmy odmówić wizyty na plantacji ananasów w Fajã de Baixo, tuż przy Ponta Delgada.
Historia tej uprawy sięga XIX wieku, kiedy Portugalczycy zaczęli eksperymentować z uprawą ananasów w szklarniach. Azorskie ananasy wyróżniają się wyjątkową słodyczą i intensywnym aromatem, bo dojrzewają powoli, w bardzo wilgotnym klimacie wyspy.
Na plantacji możecie zobaczyć, jak wygląda każda faza produkcji — od sadzenia, przez pielęgnację, aż po zbiór owoców.
Wieczór zakończyliśmy zakupami w Pingo Doce, a później — na hotelowym tarasie, popijając lokalne wino Guarda Rios Branco 2023, które aplikacja Vivino oceniła na solidne 3,9, oraz klasyczne piwo Sagres.
Dzień 3 – Sete Cidades i smak lokalnej kuchni
Trzeci dzień powitał nas niestety typową dla Azorów kapryśną pogodą. Postanowiliśmy spróbować szczęścia w jednym z najpiękniejszych miejsc São Miguel — w legendarnym Sete Cidades.
To miejsce to prawdziwa wizytówka wyspy, a przede wszystkim słynna laguna Lagoa das Sete Cidades — czyli właściwie dwa jeziora położone w jednym kraterze wulkanicznym, oddzielone mostem.
Sete Cidades — historia i ciekawostki
Według legendy jeziora powstały z łez zakochanych — pasterki o zielonych oczach i księcia o oczach niebieskich, którzy musieli się rozstać. Ich łzy stworzyły dwa jeziora: Lagoa Azul (błękitne) i Lagoa Verde (zielone). W rzeczywistości ich kolor różni się z powodu odbicia światła i roślinności.
Jeziora mają około 4,3 km² powierzchni i leżą w kalderze wulkanicznej o średnicy aż 5 km. Z punktów widokowych, takich jak Miradouro da Vista do Rei, rozpościera się jeden z najbardziej rozpoznawalnych widoków całych Azorów.
My niestety nie mieliśmy szczęścia — na szczycie padał lekki deszcz i wiał mocny wiatr, więc zjechaliśmy niżej, w kierunku samego jeziora. Tam pogoda była już znacznie lepsza i mogliśmy podejść nad brzeg Lagoa Azul, by zrobić kilka zdjęć w bardziej przyjaznych warunkach.
Mosteiros — spokojny klimat północnego wybrzeża
Z Sete Cidades ruszyliśmy do miejscowości Mosteiros. Ta malownicza wioska rybacka słynie z pięknych, bazaltowych skał wystających z oceanu oraz wspaniałych zachodów słońca.
Kilka ciekawostek o Mosteiros:
- nazwa oznacza „klasztory” i pochodzi od charakterystycznych formacji skalnych przypominających mnisie sylwetki
- miejscowość liczy nieco ponad 1000 mieszkańców i zachowała autentyczny rybacki charakter
- w pobliżu można znaleźć naturalne baseny lawowe, gdzie miejscowi kąpią się w słoneczne dni
W Mosteiros zatrzymaliśmy się w restauracji O Américo de Barbosa, gdzie zamówiliśmy genialną ośmiornicę. Do tego obowiązkowo spróbowaliśmy lokalnego napoju KIMA Maracujá, czyli lekko gazowanego napoju o smaku marakui, który na Azorach jest wręcz kultowy — mieszkańcy piją go do obiadu, do kolacji, a czasem nawet na plaży.
Po obiedzie, widząc, że pogoda zaczyna się psuć, wróciliśmy do hotelu w Caloura. Ta lokalizacja była naszym szczęściem — praktycznie codziennie świeciło tu słońce i temperatura utrzymywała się w okolicach 26 stopni.
Wieczorem wybraliśmy się jeszcze na spacer na plażę Baixa d’Areia Beach.
Baixa d’Areia Beach — ukryty klejnot wyspy
To niewielka plaża o ciemnym, wulkanicznym piasku, która zachwyca spokojem i brakiem tłumów.
Kilka ciekawostek:
- nazwę zawdzięcza bardzo drobnemu piaskowi („baixa” oznacza niski, „areia” — piasek)
- jest popularna wśród lokalnych mieszkańców, ale rzadko docierają tu turyści
- w pobliżu występują naturalne źródła słodkiej wody, które dawniej służyły do zaopatrywania w wodę pobliskich domów
Dzień zakończyliśmy lampką klasycznego Porto Tawny na hotelowym tarasie — zasłużony relaks po pełnym wrażeń dniu.
Dzień 4 – Najpiękniejsze punkty widokowe São Miguel
Czwartego dnia nie daliśmy za wygraną — postanowiliśmy kolejny raz spróbować zdobyć Sete Cidades tym razem od strony punktu widokowego Miradouro da Vista do Rei. Pogoda wciąż była zmienna i ponownie nie udało nam się trafić w okienko pogodowe. Poddaliśmy się i ruszyliśmy w kierunku miejscowości Capelas.
Miradouro da Vista do Rei — kiedy warto tam jechać?
To jeden z najsłynniejszych punktów widokowych na Azorach. Najlepiej odwiedzać go rano, kiedy jeszcze nie wzbija się tak dużo wilgoci, albo po południu, tuż przed zachodem słońca. Widoczność zmienia się błyskawicznie — potrafi się poprawić w kilka minut, więc warto uzbroić się w cierpliwość.
Wokół punktu rozciąga się park krajobrazowy pełen hortensji i endemicznych roślin, a sam szczyt kaldery to dawna trasa starych tras wulkanicznych, gdzie można znaleźć geologiczne ciekawostki.
Po godzinie oczekiwania na okienko pogodowe, pojechaliśmy w stronę Capelas — najstarszego portowego miasteczka na wyspie.
Capelas — historia portu i kilka ciekawostek
Capelas to dawny port wielorybniczy, gdzie w XIX wieku cumowały statki polujące na te majestatyczne zwierzęta. Miejscowość ma urocze brukowane uliczki i klimatyczne, stare domy w stylu kolonialnym.
Jadąc boczną drogą do Capelas, przeżyliśmy niezłą przygodę — jeden z miejscowych kierowców tak mocno się rozpędził, że musieliśmy niemal zjechać do rowu. Na wyspie naprawdę warto zachować ostrożność — drogi są wąskie, kręte i często śliskie.
Po Capelas wróciliśmy na obiadokolację do Lagoa Aqua de Pau, gdzie zamówiliśmy grillowanego tuńczyka — prawdopodobnie najlepszego, jakiego w życiu jedliśmy.



Kolejne punkty widokowe — północno-wschodnie wybrzeże
Po krótkim relaksie nad hotelowym basenem ruszyliśmy zwiedzać kolejne miradouros — to właśnie one czynią Azory tak niezwykłymi. Oto kilka z nich wraz z ciekawostkami:
- Furnas i Fumarolas Lagoa das Furnas — jezioro otoczone polami geotermalnymi, gdzie można zobaczyć bulgoczącą ziemię i źródła termalne; to tu powstaje Cozido.
- Miradouro do Pico do Ferro — przepiękny widok na całą dolinę Furnas, idealny punkt na zdjęcia.
- Miradouro Vista do Vale — jeden z mniej znanych, spokojniejszych punktów z widokiem na zielone doliny.
- Miradouro da Vigia das Baleias — dawniej miejsce, z którego wypatrywano wielorybów; dziś wspaniały punkt obserwacji oceanu.
- Miradouro da Despe-te que Suas — słynący z pięknego zachodu słońca i legendy o zakochanych rybakach.
- Miradouro do Pelado — rozległa panorama na północno-wschodnią część wyspy.
- Miradouro da Ponta do Sossego — cudownie zagospodarowany punkt z kwiatami i miejscami do pikniku.
Wieczorem trafiliśmy jeszcze na zachód słońca w Miradouro de Santa Iria.
Santa Iria — zachód słońca, który zostaje w pamięci
To miejsce daje poczucie ogromnej przestrzeni, patrzy się stąd na klify opadające wprost do oceanu. Legenda mówi, że kiedyś Santa Iria modliła się w tej okolicy o powrót ukochanego z morskiej wyprawy — i od tej pory wzgórze nosi jej imię.
Po tak intensywnym dniu wróciliśmy do hotelu, gdzie czekała na nas jeszcze nocna kąpiel w basenie — woda była cudownie ciepła i pozwoliła się odprężyć przed ostatnim dniem wyjazdu.

Dzień 5 – Lagoa do Fogo i pożegnanie z wyspą
Piąty dzień na São Miguel miał być spokojniejszy, bo przed nami czekał lot powrotny do Lizbony. Z hotelu wymeldowaliśmy się nieco przed południem, zostawiając bagaże w recepcji, aby móc jeszcze nacieszyć się wyspą przed wylotem.
Tony z wypożyczalni umówił się z nami na zdanie samochodu o 15:30, więc zostało kilka godzin, aby zobaczyć ostatnie punkty widokowe, które były wysoko na naszej liście marzeń.
Miradouro da Nossa Senhora da Paz — perła z widokiem
Pierwszym celem była kaplica Nossa Senhora da Paz, a przy niej punkt widokowy, który zachwyca nie tylko panoramą, ale i samą architekturą.
Kaplica została wybudowana w XVIII wieku na wzgórzu, z którego rozciąga się widok na Vila Franca do Campo i ocean. Wierni do dziś przychodzą tu prosić o pomyślność, a miejsce otacza legenda mówiąca, że kaplicę postawiono tam, gdzie objawiła się Matka Boska w czasie wielkiego sztormu, ratując mieszkańców przed powodzią.
Ciekawostki:
- kaplica słynie z przepięknych schodów ozdobionych azulejos (portugalskimi kafelkami), przedstawiającymi sceny z życia Chrystusa
- co roku w maju odbywa się tu barwna procesja
- z tarasu widokowego można dostrzec wyspę Ilhéu de Vila Franca, która wygląda jak naturalny basen wulkaniczny
Lagoa do Fogo — ogniste jezioro
Następnie pojechaliśmy w stronę Lagoa do Fogo, ale droga była częściowo zamknięta dla ruchu prywatnego — od 2024 roku funkcjonują tam bowiem specjalne autobusy ograniczające nadmierny ruch samochodowy.
Z Casa de Água, gdzie zaczyna się linia autobusowa, złapaliśmy zielony autobus (kursuje co 30 minut, warto to zapamiętać!). Autobus zatrzymuje się na dwóch przystankach widokowych:
- Miradouro do Pico da Barrosa — pozwala spojrzeć na Lagoa do Fogo z wyższej perspektywy; zatrzymuje się tam dosłownie na 10 minut
- Miradouro da Lagoa do Fogo — to punkt finalny, gdzie autobus daje około 25–30 minut na podziwianie widoków
Kilka słów o Lagoa do Fogo
Jezioro powstało w kalderze wulkanicznej w wyniku erupcji z XVI wieku. Dziś jest jednym z najlepiej zachowanych ekosystemów na São Miguel — nie ma tu hoteli ani zabudowy, tylko dzika natura, dziesiątki endemicznych roślin i krystalicznie czysta woda.
Ciekawostki:
- Lagoa do Fogo oznacza dosłownie „Jezioro Ognia”
- w słoneczne dni jego kolor przypomina turkus, a przy zachmurzeniu robi się głęboko granatowe
- legendy mówią, że w dawnych czasach jezioro miało moc oczyszczania dusz
Zrobiliśmy zdjęcia zarówno aparatem, jak i dronem, a później tym samym autobusem wróciliśmy do Casa de Água, by nie spóźnić się na odbiór bagaży i oddanie auta.
Ostatni obiad na wyspie — Bar Caloura i rybne smaki Azorów
Przed oddaniem samochodu postanowiliśmy jeszcze raz zasmakować lokalnej kuchni. Wpadliśmy do znanego już nam Bar Caloura, który słynie z przepysznych ryb.
Tym razem nie było tuńczyka, więc kelner z uśmiechem zaproponował inne ryby — Escolar i Lírio.
Escolar (Oilfish)
To ryba znana jako „butterfish” lub „oilfish”, której mięso jest wyjątkowo tłuste, delikatne i ma maślany smak. Warto jednak pamiętać, że jej spożycie w nadmiarze może działać przeczyszczająco — Portugalczycy dobrze o tym wiedzą i jedzą ją w rozsądnych porcjach.
Ciekawostki:
- escolar żyje na głębokościach do 800 m
- w Azorach jest poławiany od wieków
- ma niezwykle zwartą, białą strukturę mięsa
Lírio (Amberjack)
To ryba typowa dla północnego Atlantyku, bardzo ceniona przez lokalnych kucharzy.
Kilka faktów:
- jest drapieżnikiem, żywiącym się sardynkami i makrelami
- ma różowawe, delikatne mięso, idealne na grilla
- uchodzi za jedną z najbardziej „czystych” ryb, bo nie kumuluje dużej ilości rtęci
Obie ryby były przyrządzone perfekcyjnie — grillowane na węglu drzewnym, podane z prostą sałatką i ziemniakami.


Pożegnanie z São Miguel
Po pysznym obiedzie odebraliśmy nasze bagaże z hotelu i udaliśmy się do miejsca spotkania z Tonym, gdzie zdaliśmy samochód. Wszystko przebiegło błyskawicznie i bez problemów, co tylko utwierdziło nas, że Flor do Norte to naprawdę godna polecenia wypożyczalnia.
Lotnisko w Ponta Delgada, czyli Aeroporto João Paulo II, okazało się małe, ale bardzo przyjazne.
Aeroporto João Paulo II — kilka ciekawostek
- nazwę nadano mu na cześć papieża Jana Pawła II, który odwiedził wyspę w 1991 roku
- lotnisko obsługuje około 2 milionów pasażerów rocznie
- ma jeden pas startowy, ale działa niezwykle sprawnie
- architektura terminalu zachowała kameralny, lokalny charakter
Odprawa i kontrola bezpieczeństwa zajęły zaledwie kilkanaście minut, a boarding przebiegł błyskawicznie.
O godzinie 17:25 wystartowaliśmy z São Miguel w kierunku Lizbony, kończąc naszą pięciodniową przygodę.
Kilka słów na koniec — czy warto jechać na Azory?
Azory to miejsce, które wymyka się jakimkolwiek porównaniom. Z jednej strony przypominają Islandię (zielone wzgórza, gorące źródła, wulkany), z drugiej mają klimat południowej Europy. São Miguel zachwyciło nas autentycznością, niesamowitymi ludźmi, kuchnią i wszechobecną naturą.
Czy warto? Zdecydowanie tak.
Ale pamiętaj:
✅ zabierz krem przeciwsłoneczny
✅ nie bój się zmiennej pogody — to jej część uroku
✅ korzystaj z lokalnej kuchni — cozido, świeże ryby, ananasy
✅ spróbuj KIMA Maracujá
✅ miej czas na spokojne odkrywanie
Jeśli marzysz o miejscu, gdzie czas płynie wolniej, a natura zachwyca na każdym kroku — Azory powinny znaleźć się na Twojej liście.
FAQ — praktyczne wskazówki
Jak dostać się na São Miguel?
Najwygodniej polecieć z Lizbony lub Porto. Lot trwa około 2 godzin.
Czy wynajem auta jest konieczny?
Zdecydowanie tak. Transport publiczny jest ograniczony, a bez auta nie dojedziesz do wielu punktów widokowych.
Kiedy jechać?
Najlepiej od maja do września, ale pamiętaj — pogoda zmienia się dosłownie w kilka minut.
Co zabrać?
- strój kąpielowy
- krem z wysokim filtrem
- coś przeciwdeszczowego
- wygodne buty trekkingowe
Podsumowanie
Nasza pięciodniowa podróż na São Miguel była pełna kontrastów — słońca i deszczu, błękitnych lagun i ciemnych chmur, momentów ciszy i spontanicznych śmiechów. Dzięki temu pokochaliśmy Azory jeszcze bardziej i mamy nadzieję, że Ty, Drogi Czytelniku, po przeczytaniu tego wpisu również poczujesz się zachęcony do odkrycia tej perły Atlantyku.
Jeśli masz pytania o Azory, śmiało pisz w komentarzu — chętnie pomożemy zaplanować Twoją własną podróż!
PS: Już w kolejnym wpisie zabierzemy Cię w podróż z Lizbony do Algarve — bądź z nami!









