Jak zaplanować 12 dni na Krecie, żeby naprawdę dużo zobaczyć, ale jednocześnie nie wrócić z wakacji bardziej zmęczonym niż przed wyjazdem? Właśnie od tego pytania zaczynaliśmy tworzyć nasz plan zwiedzania Krety.
Sam sposób układania tego wyjazdu nie różnił się jednak od tego, jak planujemy nasze pozostałe podróże. Najpierw zaznaczamy miejsca, które naprawdę chcemy zobaczyć, później grupujemy je według lokalizacji i dopiero na końcu układamy konkretne dni. Dokładnie opisaliśmy ten proces w naszym poradniku jak planujemy podróże krok po kroku
Po intensywnym pobycie w Nowym Jorku wiedzieliśmy, że tym razem chcemy podróżować trochę inaczej. Nadal zależało nam na aktywnym zwiedzaniu, przejazdach samochodem, odkrywaniu nowych miejsc i zobaczeniu możliwie różnych części wyspy, ale nie chcieliśmy każdego dnia zaczynać o świcie i kończyć późnym wieczorem. Kreta miała być nie tylko kolejną podróżą, lecz także prawdziwym urlopem.
Dlatego cały wyjazd podzieliliśmy na dwa wyraźne etapy. Pierwsza część była zdecydowanie bardziej objazdowa i intensywna, natomiast druga miała już służyć głównie odpoczynkowi, korzystaniu z hotelu i kilku spokojniejszym wyjazdom. Z perspektywy czasu uważamy, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy podczas planowania tego wyjazdu.
Przez 12 dni przejechaliśmy samochodem około 1300 kilometrów. Dotarliśmy na zachód do Balos i Elafonisi, na wschód w okolice Agios Nikolaos i Spinalongi, a na południu odwiedziliśmy między innymi Triopetra Beach i Preveli. Do tego doszły Retimno, Chania, Jezioro Kournas oraz Klasztor Arkadi.
Bywało intensywnie, czasami bardzo gorąco, a niektóre przejazdy okazywały się dużo bardziej męczące, niż sugerowała mapa. Jednocześnie znaleźliśmy czas na długie obiady, popołudnia przy basenie, zachody słońca i dni, podczas których świadomie nie planowaliśmy żadnego zwiedzania.
I właśnie dlatego ten wpis nie jest kolejną listą typu „20 atrakcji, które trzeba zobaczyć na Krecie”. Pokazujemy tutaj nasz rzeczywisty plan zwiedzania Krety dzień po dniu — z miejscami, które zachwyciły nas najbardziej, tymi, które nie zrobiły aż tak dużego wrażenia, restauracjami, do których chcielibyśmy wrócić, oraz decyzjami, które dziś podjęlibyśmy trochę inaczej.
Jeżeli planujecie zwiedzanie Krety samochodem i chcecie połączyć aktywny wyjazd z prawdziwym wypoczynkiem, nasza trasa może być dla Was dobrym punktem wyjścia.

Plan zwiedzania Krety – jak zaplanowaliśmy nasze 12 dni?
Na Krecie byliśmy od 17 do 28 sierpnia 2026 roku. Lecieliśmy z Berlina do Heraklionu, natomiast wracaliśmy z Chanii, co z logistycznego punktu widzenia okazało się bardzo wygodne. Dzięki temu mogliśmy przesuwać się stopniowo w stronę zachodniej części wyspy i nie musieliśmy na koniec wracać przez pół Krety tylko po to, żeby oddać samochód i dostać się na lotnisko.
Auto wynajęliśmy na cały pobyt. Odebraliśmy je bezpośrednio po przylocie na lotnisku w Heraklionie, a oddaliśmy dopiero ostatniego dnia na lotnisku w Chanii. Korzystaliśmy z wypożyczalni V Rent a Car i otrzymaliśmy Toyotę Auris z silnikiem diesla oraz manualną skrzynią biegów.
Za wynajem zapłaciliśmy 674 euro. W cenie mieliśmy pełne ubezpieczenie bez udziału własnego, bez depozytu oraz bez blokady środków na karcie kredytowej. Dodatkowo wykupiliśmy możliwość przejazdu drogą prowadzącą na Balos, co było dla nas istotne, ponieważ od początku wiedzieliśmy, że właśnie tam chcemy pojechać samochodem. Ubezpieczenie nie obejmowało opon.
Przez cały pobyt samochód spisywał się bez zarzutu. Jedyna przygoda, jaka nam się przytrafiła, była całkowicie z naszej winy — drugiego dnia rano odkryliśmy, że poprzedniego wieczoru zostawiliśmy włączone światła i przez noc całkowicie rozładowaliśmy akumulator. Jesteśmy przyzwyczajeni do automatycznych świateł i najwyraźniej wakacyjny tryb trochę za szybko wszedł nam w krew. Na szczęście po około godzinie problem był rozwiązany, a do końca wyjazdu, łącznie z drogą na Balos, samochód nie sprawił już żadnych kłopotów.
Dwa hotele zamiast jednej bazy – najlepsza decyzja tego wyjazdu
Jednym z najważniejszych pytań podczas układania naszego planu zwiedzania Krety było to, czy zatrzymać się w jednym miejscu na cały pobyt, czy podzielić wyjazd na dwie różne bazy. Ostatecznie wybraliśmy drugie rozwiązanie i z perspektywy czasu nie zmienilibyśmy tej decyzji.
Od 17 do 23 sierpnia mieszkaliśmy w Hotelu Pantheon w okolicach Retimno. Był to kameralny hotel z basenem i barem przy basenie, a my zdecydowaliśmy się na opcję tylko ze śniadaniem. Idealnie pasowało to do charakteru pierwszej części wyjazdu, ponieważ większość dni zaczynaliśmy dość wcześnie i po śniadaniu ruszaliśmy samochodem w zaplanowaną trasę.
Wracaliśmy zazwyczaj późnym popołudniem, często około 16:00–17:00, więc płacenie w tym czasie za all inclusive zwyczajnie nie miałoby dla nas sensu. Obiady jedliśmy po drodze, dzięki czemu mogliśmy próbować różnych tawern i restauracji, a kilka z nich okazało się naprawdę świetnymi odkryciami.
Druga część pobytu wyglądała już zupełnie inaczej. Od 23 do 28 sierpnia mieszkaliśmy w Caldera Beach Hotel w Gerani, niedaleko Chanii. Tutaj wybraliśmy opcję all inclusive, ponieważ od tego momentu chcieliśmy wyraźnie zwolnić. Więcej czasu spędzaliśmy przy basenach i na plaży, korzystaliśmy z hotelu, a samochodem wyjeżdżaliśmy tylko w wybrane miejsca.
Takie rozdzielenie wyjazdu miało ogromny sens również finansowo i praktycznie. W pierwszej części nie płaciliśmy za świadczenia, z których i tak przez większość dnia nie moglibyśmy korzystać, natomiast w drugiej all inclusive faktycznie zaczęło być wygodne.
Jeżeli lubicie aktywnie zwiedzać, ale nie chcecie całego urlopu zamienić w objazdówkę, podobny podział pobytu naprawdę warto rozważyć.

Kreta samochodem – 1300 kilometrów i pierwsze duże zaskoczenie
Podczas całego wyjazdu przejechaliśmy około 1300 kilometrów, przy czym mniej więcej 80% tego dystansu przypadło na pierwszą połowę pobytu. I trzeba przyznać, że było to odczuwalne.
Mamy już sporo doświadczeń z wynajmem samochodów w różnych krajach Europy, a w samej Grecji jeździliśmy wcześniej po Kos i Korfu. Tam infrastruktura drogowa była w naszej ocenie wyraźnie lepsza, dlatego Kreta trochę nas pod tym względem zaskoczyła.
Główne trasy potrafią być zatłoczone, a po zjechaniu z nich szybko zaczynają się bardzo wąskie lokalne drogi, na których czasem człowiek naprawdę zastanawia się, jak dwa auta mają się tutaj minąć. Da się jeździć bez problemu, ale warto uzbroić się w cierpliwość i zostawić sobie trochę większy zapas czasu.
Do tego dochodzi lokalna kultura jazdy, która również potrafi zaskoczyć. Po kilku dniach człowiek zaczyna przyjmować pewne zachowania z większym spokojem, ale na początku bywa ciekawie.
Czasami żartowaliśmy, że najlepiej byłoby po prostu zamknąć oczy i jechać przed siebie – patrz słynna krzyżówka pod Retimno. Oczywiście na kreteńskich drogach zdecydowanie odradzamy takie podejście.
Najważniejszy wniosek z naszej perspektywy jest jednak prosty: podczas planowania Krety samochodem nie patrzcie wyłącznie na liczbę kilometrów. Trasa mająca 80 czy 100 kilometrów może być znacznie bardziej męcząca, niż podpowiada sam dystans. Warto zostawić sobie większy zapas czasu i nie układać dnia zbyt ciasno.
Nasza trasa po Krecie
Podczas 12 dni udało nam się zobaczyć sporą część wyspy, choć od początku nie mieliśmy ambicji objechania Krety od jednego końca do drugiego tylko po to, żeby móc powiedzieć, że „byliśmy wszędzie”.
Najdalej na wschód dotarliśmy w okolice Agios Nikolaos i punktów widokowych na Spinalongę. Zachodnia część wyjazdu obejmowała Balos, Elafonisi oraz Chanię, natomiast na południu odwiedziliśmy między innymi Triopetra Beach i Preveli. Do tego doszły Retimno, Jezioro Kournas oraz Klasztor Arkadi.
Dopiero kiedy spojrzy się na całą trasę na mapie, dobrze widać skalę wyspy. Kreta potrafi wydawać się kompaktowa podczas planowania, ale realne czasy przejazdów szybko przypominają, że nie jest to miejsce, które warto próbować „zaliczyć” w kilka dni.
Nasz plan zwiedzania Krety dzień po dniu
Ta mapa była naszym fundamentem budowy planu zwiedzania Krety.
Dzień 1 – Heraklion, odbiór samochodu i spokojny początek wakacji
Wylot z Berlina mieliśmy o 7:15 rano, a w Heraklionie wylądowaliśmy około 11:00 czasu lokalnego. Jeśli również planujecie podróż z BER, możecie zajrzeć do naszego poradnika o wylocie z lotniska Berlin Brandenburg, gdzie zebraliśmy praktyczne informacje dotyczące samego lotniska i organizacji wylotu.
Pierwszego dnia celowo nie planowaliśmy żadnych większych atrakcji. Po porannym locie, odbiorze auta i przejeździe do hotelu bardziej zależało nam na spokojnym wejściu w wakacyjny rytm niż na natychmiastowym rozpoczęciu zwiedzania.
Pojechaliśmy więc na obiad do Christos Taverna, a później wróciliśmy do hotelu i resztę dnia spędziliśmy przy basenie. Był to bardzo prosty dzień, ale właśnie dzięki temu od początku nie mieliśmy poczucia, że musimy ścigać się z czasem.
Jeżeli przylatujecie na Kretę w pierwszej połowie dnia, naszym zdaniem nie warto na siłę wciskać do planu kilku atrakcji tylko dlatego, że „szkoda dnia”. Wyspa nigdzie nie ucieknie, a spokojny pierwszy dzień może sprawić, że kolejne rozpoczną się znacznie przyjemniej.
Dzień 2 – Klasztor Arkadi i pierwsze spotkanie z Retimno
Drugi dzień na Krecie rozpoczął się zupełnie inaczej, niż zakładaliśmy. Rano wyszliśmy z hotelu gotowi do wyjazdu, wsiedliśmy do samochodu i dopiero po przekręceniu kluczyka zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Auto nie reagowało, a po chwili wszystko stało się jasne — poprzedniego wieczoru zostawiliśmy włączone światła i przez noc całkowicie rozładowaliśmy akumulator. Był to wyłącznie nasz błąd i chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do automatycznych świateł w nowszych samochodach.
Na szczęście cała sytuacja skończyła się bardziej anegdotą niż realnym problemem. Po około godzinie samochód był już ponownie sprawny i mogliśmy ruszyć zgodnie z planem w kierunku Klasztoru Arkadi. Mimo opóźnienia nie próbowaliśmy później nadrabiać straconego czasu i wciskać do programu dodatkowych miejsc, co z perspektywy całego wyjazdu okazało się bardzo dobrym podejściem.
Klasztor Arkadi był naszym pierwszym zetknięciem z bardziej historyczną stroną Krety i od razu zrobił na nas duże wrażenie. Po kilku dniach spędzonych na wyspie, kiedy zaczęliśmy układać własny ranking najciekawszych miejsc, Arkadi bez problemu trafił do naszego TOP 5. Panuje tu zupełnie inna atmosfera niż na popularnych plażach czy w nadmorskich kurortach — jest spokojniej, bardziej refleksyjnie, a samo miejsce zachęca raczej do niespiesznego zwiedzania niż szybkiego „odhaczenia” kolejnej atrakcji.
Po wizycie w klasztorze wróciliśmy w stronę Retimno, gdzie zaplanowaliśmy obiad i dalszą część dnia. Wybraliśmy Taverna Galera i była to jedna z tych decyzji, które później bardzo dobrze wspomina się z całego wyjazdu. Zamówiliśmy tuńczyka, kalmary i łososia, a każde z dań okazało się naprawdę bardzo dobre. Na zakończenie dostaliśmy jeszcze desery podane gratis, co na Krecie zresztą zdarzało nam się częściej i za każdym razem było bardzo miłym akcentem.
Galera przypadła nam do gustu na tyle, że kilka dni później wróciliśmy tam ponownie, zamiast szukać kolejnego miejsca na siłę. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką możemy jej wystawić.
Lokalizacja na mapie Tevrna Galera
Po obiedzie pojechaliśmy w stronę weneckiej Fortezzy, a następnie ruszyliśmy pieszo przez stare miasto i okolice portu. Retimno bardzo dobrze sprawdziło się jako miejsce na spokojne popołudniowe zwiedzanie. Nie mieliśmy konkretnej listy ulic czy zabytków do zaliczenia, dzięki czemu mogliśmy po prostu spacerować i chłonąć atmosferę miasta bez ciągłego zerkania na zegarek.
Późnym popołudniem wróciliśmy do hotelu i resztę dnia spędziliśmy już przy basenie. To był bardzo dobry przykład tego, jak chcieliśmy organizować pierwszą połowę pobytu: rano wyjazd i zwiedzanie, po drodze dobry obiad, a później kilka spokojnych godzin bez żadnego planu.

Dzień 3 – Spinalonga i Agios Nikolaos, czyli najdłuższa trasa wyjazdu
Trzeci dzień okazał się najbardziej wymagający logistycznie podczas całego pobytu. Wyjechaliśmy przed 8:00 rano, kierując się w stronę wschodniej Krety. Plan obejmował okolice Eloundy, punkt widokowy na Spinalongę oraz Agios Nikolaos.
Na papierze wyglądało to całkiem rozsądnie, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze założenia. Nawigacja nie uwzględniała przebudowy głównej drogi prowadzącej na wschód, przez co trafiliśmy na serię objazdów.
I tutaj pojawiła się jedna z zabawniejszych sytuacji całego wyjazdu. Na kolejnych skrzyżowaniach stali ludzie, którzy fizycznie wskazywali kierowcom właściwy kierunek. Nie była to jedna osoba ustawiona na początku objazdu, ale cały system kolejnych „żywych drogowskazów”, który przez dłuższy czas prowadził nas przez zmienioną trasę.
Po około trzech godzinach dość męczącej jazdy dotarliśmy w okolice Spinalongi. Początkowo braliśmy pod uwagę również rejs na samą wyspę, ale po tak długiej trasie byliśmy już zwyczajnie zmęczeni i uznaliśmy, że nie chcemy na siłę dokładać sobie kolejnego punktu.
Zamiast tego wybraliśmy punkt widokowy, uruchomiliśmy drona i podziwialiśmy Spinalongę z góry. Plan ukształtował się więc trochę spontanicznie, ale nie mieliśmy poczucia, że coś straciliśmy. Wręcz przeciwnie — ten dzień dobrze pokazał nam, że nie każdą atrakcję trzeba realizować tylko dlatego, że znalazła się wcześniej w planie.
Później pojechaliśmy do Agios Nikolaos, gdzie zatrzymaliśmy się na obiad w Karnagio / Pita tou Riga. Po kilku godzinach jazdy dobre greckie jedzenie smakowało wyjątkowo dobrze, a sam przystanek pozwolił trochę odpocząć przed drogą powrotną. Dokładne miejsce restauracji znajdziecie tutaj.
Wieczorem wróciliśmy do hotelu i końcówkę dnia spędziliśmy przy basenie. Wtedy trafiliśmy jeszcze na małą niespodziankę — udało nam się zobaczyć cykadę z bardzo bliska i nagrać jej charakterystyczny „koncert”. Jeżeli byliście kiedyś latem w Grecji, doskonale wiecie, jak bardzo ten dźwięk potrafi stać się częścią wakacyjnego tła.
Dzień 4 – Triopetra Beach, skutki pożaru i Preveli
Po najbardziej męczącym dniu całego wyjazdu teoretycznie powinniśmy trochę zwolnić. W praktyce kolejnego ranka ponownie ruszyliśmy w trasę, tym razem w stronę południowej części wyspy.
Pierwszym celem była Triopetra Beach. Przyjechaliśmy stosunkowo wcześnie, dzięki czemu bez żadnego problemu znaleźliśmy miejsce parkingowe. Dopiero później, gdy po kilku godzinach wyjeżdżaliśmy, zobaczyliśmy, jak duże znaczenie miała pora przyjazdu — kolejni kierowcy mieli już wyraźny problem ze znalezieniem wolnego miejsca.
Na plaży spędziliśmy około 2–3 godzin. Nie korzystaliśmy z leżaków ani beach baru, po prostu rozłożyliśmy ręczniki i cieszyliśmy się spokojnym porankiem nad morzem. Triopetra zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie właśnie dlatego, że nie miała atmosfery miejsca „do zaliczenia”. Było spokojniej i zdecydowanie mniej tłoczno niż na najbardziej znanych plażach wyspy.
Później ruszyliśmy w kierunku Preveli i wtedy krajobraz zaczął się diametralnie zmieniać. Po drodze mijaliśmy duże połacie wypalonego terenu, zwęglone drzewa i ślady pożaru znajdujące się miejscami bardzo blisko zabudowań. Był to jeden z tych momentów, kiedy wakacyjny nastrój nagle znika i trudno patrzeć na krajobraz wyłącznie przez pryzmat atrakcji turystycznej.
Do Preveli jechaliśmy od strony wschodniej i skorzystaliśmy z mniej popularnego parkingu:
Free Parking Preveli – lokalizacja na mapie
Wybraliśmy go celowo, ponieważ był mniej zatłoczony, a dojście do lasu palmowego wydawało się łatwiejsze niż od strony najbardziej popularnej trasy.
Na miejscu zobaczyliśmy, że skutki pożaru dotknęły również sam las. Spalona ziemia i uszkodzone palmy wyglądały naprawdę przygnębiająco, ale jednocześnie dało się już zauważyć pierwsze zielone liście pojawiające się na niektórych roślinach. Był to niewielki, ale bardzo pozytywny znak, dlatego mocno trzymamy kciuki, żeby natura po raz kolejny poradziła sobie ze zniszczeniami.
Podczas naszej wizyty znajdowały się tam komunikaty o zagrożeniu pożarowym i wejściu na własne ryzyko, więc sytuacja zdecydowanie odbiegała od typowego obrazu popularnej atrakcji turystycznej.
Wracając z Preveli zatrzymaliśmy się w Meraklidiko Grill House. Z zewnątrz lokal wygląda naprawdę niepozornie i podczas naszego obiadu widzieliśmy kilka samochodów, które podjechały, po czym po krótkim spojrzeniu na budynek odjechały.
Ich strata.
Gyros na talerzu i gyros w picie były naprawdę świetne i miejsce szybko trafiło na listę naszych kulinarnych odkryć. To właśnie takie lokale często wspomina się najlepiej — bez wielkiej reklamy, bez efektownego wejścia, za to z bardzo dobrym jedzeniem.
Jeśli macie w swoich planach zwiedzanie wąwozu Kourtaliotiko lub wracacie z Preveli w kierunku Retimno to mocno polecamy to miejsce na obiad. Dokładną lokalizację na mapie znajdziecie w tym miejscu.
Dzień 5 – Jezioro Kournas i żółwie
Po dwóch bardziej intensywnych dniach potrzebowaliśmy czegoś spokojniejszego i właśnie dlatego Jezioro Kournas okazało się idealnym wyborem. Na miejscu wynajęliśmy rower wodny i ruszyliśmy na jezioro z jednym głównym celem — zobaczyć żółwie.
Przed wizytą czytaliśmy, że można je spotkać, ale jak zwykle teoria nie zawsze pokrywa się z praktyką. Nam udało się je zobaczyć dopiero wtedy, kiedy odpłynęliśmy od najbardziej zatłoczonej części jeziora.
Jeżeli chcecie zwiększyć swoje szanse, kierujcie się na drugi brzeg i szukajcie miejsc, w których znajduje się jak najmniej innych rowerów wodnych. Żółwie są bardzo czujne i gdy kilka osób zaczyna płynąć dokładnie w ich stronę, szybko znikają pod wodą.
Na jeziorze i w jego okolicy spędziliśmy ponad dwie godziny. Był to bardzo przyjemny, spokojny fragment wyjazdu i chyba właśnie dlatego Jezioro Kournas ostatecznie znalazło się tak wysoko w naszym prywatnym rankingu.
Po wizycie wróciliśmy do Galery pod Retimno. Był to już nasz drugi obiad w tej restauracji, ale nie mieliśmy potrzeby szukania czegoś nowego tylko dla zasady. Skoro wcześniej jedzenie było świetne, chętnie wróciliśmy.
Resztę dnia spędziliśmy przy hotelowym basenie, ponieważ następnego ranka czekał nas bardzo wczesny wyjazd na Balos.
Dzień 6 – Balos samochodem. Najlepszy dzień całego wyjazdu
Jeżeli mielibyśmy wskazać jedno miejsce, dla którego warto było wcześnie wstać, pokonać szutrową drogę, zejść kilkadziesiąt minut w dół, a później wracać pod górę w 37-stopniowym upale, bez najmniejszego zastanowienia wskazalibyśmy Balos.
Chcieliśmy znaleźć się tam przed największymi grupami turystów, dlatego ruszyliśmy bardzo wcześnie i na parkingu byliśmy około 8:00.
Jak wygląda droga na Balos?
Ostatni odcinek prowadzący na parking to około 8 kilometrów szutrowej drogi. Przejechanie tego fragmentu zajęło nam mniej więcej 35 minut.
Przed wyjazdem czytaliśmy wiele opinii opisujących tę trasę jako wyjątkowo trudną i po dotarciu na miejsce stwierdziliśmy, że spodziewaliśmy się czegoś znacznie gorszego. Oczywiście nie jest to droga, po której warto jechać szybko. Trzeba uważać na większe kamienie, zachować odstęp i po prostu spokojnie pokonywać kolejne odcinki.
W naszej ocenie przejazd nie był ekstremalny. Dla porównania, droga na Cofete na Fuerteventurze zrobiła na nas gorsze wrażenie.
Warto jednak koniecznie sprawdzić warunki swojej wypożyczalni. My mieliśmy wykupioną dodatkową możliwość przejazdu na Balos, więc nie musieliśmy później zastanawiać się, czy łamiemy warunki umowy.
Lokalizacja parkingu na mapie.
Zejście na Balos
Z parkingu trzeba jeszcze zejść pieszo w stronę laguny. Nam zajęło to około 40 minut, ale wynik jest trochę mylący, ponieważ wielokrotnie zatrzymywaliśmy się po drodze.
Widoki zaczynają się bardzo szybko i właśnie podczas zejścia po raz pierwszy dostaje się klasyczną panoramę Balos, którą wcześniej ogląda się na zdjęciach. My dodatkowo zatrzymaliśmy się na dłużej w punkcie widokowym, żeby nagrać lagunę dronem.
Na plaży byliśmy przed 9:00 i wtedy zrozumieliśmy, dlaczego warto przyjechać tak wcześnie. Do około 12:00 ludzi było stosunkowo niewiele, a atmosfera pozostawała naprawdę przyjemna. Dopiero później zaczęły pojawiać się większe grupy, prawdopodobnie wraz z kolejnymi rejsami.
Na Balos zostaliśmy do około 14:00. Różnica między porankiem a godziną naszego wyjścia była ogromna. Rano bez problemu znaleźliśmy trzy leżaki, natomiast później plaża była już znacznie bardziej zatłoczona i straciła część swojego spokojnego charakteru.
Jeżeli zależy Wam na zobaczeniu Balos w możliwie najlepszej wersji, nasza rada jest bardzo prosta: jedźcie jak najwcześniej.
Na miejscu można było kupić wodę i zimne napoje, natomiast toaleta przy plaży była płatna. Osobno płaciliśmy również za wjazd oraz parking.
Wstęp na teren laguny Balos kosztuje 1 euro od osoby
Parking na czas pobytu – 3 euro
Czy powrót z Balos jest trudny?
Samo podejście powrotne na parking nie zrobiło na nas dużego wrażenia pod względem trudności technicznej. Największym przeciwnikiem była temperatura.
Tego dnia było około 37 stopni i przy takim upale nawet zwykłe podejście zaczyna być mocno odczuwalne. Co ciekawe, powrót na parking zajął nam mniej czasu niż wcześniejsze zejście, ponieważ tym razem nie robiliśmy już tylu przystanków na zdjęcia i podziwianie widoków.
Jeżeli na co dzień jesteście w miarę aktywni, spacerujecie i robicie przysłowiowe 10 tysięcy kroków, naszym zdaniem trasa nie powinna stanowić dużego problemu. Przy wysokiej temperaturze trzeba jednak zabrać dużo wody i nie lekceważyć słońca.
Po powrocie do samochodu i pokonaniu szutrowej drogi, zatrzymaliśmy się w restauracji Gramboussa Restaurant, która znajduje się praktycznie zaraz po rozpoczęciu asfaltowej części trasy. Zamówiliśmy krewetki, królika i moussakę, co było idealnym zakończeniem jednego z najlepszych dni całego wyjazdu.
Lokalizacja Gramboussa Restaurant
Balos bezapelacyjnie zostało naszym numerem jeden na Krecie.
Dzień 7 – zmiana hotelu i wyraźna zmiana tempa
Po sześciu dniach bardziej aktywnego zwiedzania nadszedł czas na zmianę bazy. Wymeldowaliśmy się z Hotelu Pantheon i ruszyliśmy w stronę Caldera Beach Hotel w Gerani.
Zakwaterowanie poszło wyjątkowo sprawnie i już około 13:00 mieliśmy gotowy pokój. Od tego momentu rytm całego wyjazdu wyraźnie się zmienił.
Zjedliśmy obiad w hotelu, później odpoczywaliśmy przy basenach, a wieczorem poszliśmy na hotelową plażę obejrzeć zachód słońca. Po kilku dniach ciągłych przejazdów bardzo dobrze działało samo poczucie, że następnego ranka nie musimy nigdzie się spieszyć.

Dzień 8 – dzień bez zwiedzania
Ósmy dzień był dokładnie takim dniem, jaki od początku chcieliśmy mieć podczas tego wyjazdu. Nie jechaliśmy do żadnej atrakcji, nie planowaliśmy żadnego miasta i nie próbowaliśmy wykorzystać każdej godziny.
Spędziliśmy dzień przy basenie, odpoczywaliśmy i korzystaliśmy z hotelu.
W wielu planach podróży takie dni bywają traktowane jak „zmarnowany czas”, ale my patrzymy na to zupełnie inaczej. Jeżeli spędza się na Krecie 12 dni, naprawdę nie ma obowiązku przez 12 dni zwiedzać od rana do wieczora.
Po intensywnej pierwszej części wyjazdu taki dzień był nam po prostu potrzebny i właśnie dzięki temu dalsza część pobytu nie zaczęła przypominać wyścigu z własnym planem.
Dzień 9 – Chania i największe zaskoczenie wyjazdu
Do późnego popołudnia ponownie korzystaliśmy z hotelu, a około 17:30 ruszyliśmy do Chanii. Z perspektywy czasu był to bardzo dobry wybór, ponieważ wieczorna temperatura była znacznie przyjemniejsza, a światło nad portem nadawało miastu świetnego klimatu.
Na Chanię przeznaczyliśmy około trzech godzin. Zaparkowaliśmy praktycznie przy samym porcie, przy Defkalionos 8. Parking był bardzo wygodny, ale zdecydowanie nie należał do tanich — podczas naszego pobytu kosztował 3 euro za godzinę.
Port wenecki i Old Town zrobiły na nas bardzo dobre wrażenie. Chania była najbardziej klimatycznym miastem, jakie odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu, ale największym zaskoczeniem okazała się zupełnie inna atrakcja.
Greek National Football Team Museum – miejsce, którego prawie nie mieliśmy w planie
Muzeum greckiej reprezentacji piłkarskiej znalazło się później na trzecim miejscu naszego prywatnego rankingu całego wyjazdu, choć wcześniej wcale nie traktowaliśmy go jako jednego z głównych punktów Chanii.
Wstęp jest darmowy, ale największą wartością tego miejsca nie jest sama kolekcja. Jest nią człowiek, który je prowadzi.
Założycielem i twórcą Greckiego Narodowego Muzeum Piłki Nożnej (Greek National Football Museum) w Chanii na Krecie jest Nikos Flekkas, prezes stowarzyszenia kibiców greckiej reprezentacji.
Po wejściu zapytał nas, z jakiego kraju jesteśmy. Kiedy usłyszał, że z Polski, od razu zaczął wyciągać pamiątki związane z naszymi zawodnikami. Pokazał nam między innymi koszulki Zbigniewa Bońka, Krzysztofa Warzychy, Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika oraz Łukasza Piszczka.
Mieliśmy również okazję potrzymać replikę (replikę zatrzymuje zwycięzca a oryginał jest przekazywany na kolejne finały) trofeum mistrzostw Europy zdobytego przez Grecję – federacja przekazała puchar oficjalnie do muzeum Nikosa. Cała wizyta miała jednak znacznie bardziej osobisty charakter niż zwykłe oglądanie eksponatów w muzeum. Widać było, że futbol jest dla właściciela czymś znacznie większym niż zwykłym hobby.
Najlepszą rekomendacją jest dla nas reakcja naszej córki, która piłką nożną właściwie się nie interesuje, a po wyjściu sama przyznała, że było naprawdę świetnie.
Na miejscu znajduje się skrzynka na napiwki. Wstęp jest bezpłatny, więc naszym zdaniem warto zostawić tyle, ile każdy uważa za stosowne. Takie miejsca żyją przede wszystkim dzięki pasji ludzi, którzy je tworzą.
Dzień 10 – Elafonisi. Pięknie, ale Balos ustawiło poprzeczkę bardzo wysoko
Elafonisi pojawia się praktycznie w każdym zestawieniu największych atrakcji Krety. Różowy piasek, turkusowa woda i charakterystyczna płytka laguna sprawiają, że trudno planować zachodnią część wyspy i całkowicie pominąć to miejsce.
Na miejscu byliśmy około 10:00 i spędziliśmy tam mniej więcej dwie godziny. Nie da się powiedzieć, że Elafonisi nie jest piękne, ponieważ zdecydowanie ma swój urok. Problem polegał na tym, że kilka dni wcześniej byliśmy już na Balos.
I Balos ustawiło poprzeczkę bardzo wysoko.
Na Elafonisi było sporo ludzi i nie mieliśmy potrzeby spędzać tam całego dnia. Być może gdybyśmy odwiedzili te dwa miejsca w odwrotnej kolejności, nasze odczucia byłyby zupełnie inne, ale w naszym prywatnym porównaniu Elafonisi po prostu przegrało.
Parkingi przy Elafonisi – jak wygląda to w praktyce?
Przed wyjazdem czytaliśmy sporo ostrzeżeń dotyczących wcześniejszych parkingów. Według części poradników kierowcy są zatrzymywani przez osoby twierdzące, że dalej nie ma już miejsc i że właśnie tutaj trzeba zostawić samochód.
Potwierdzamy — takie sytuacje rzeczywiście się zdarzają.
Jednocześnie warto zachować spokój i spojrzeć na to praktycznie. Najbliższy parking kosztował podczas naszego pobytu 5 euro, natomiast dwa wcześniejsze kosztowały po 3 euro. Różnica w dystansie wynosiła mniej więcej 200 metrów.
Nie mówimy więc o wielokilometrowym dojściu ani o konieczności zostawienia auta bardzo daleko od plaży. Jeżeli nie zależy Wam na absolutnie najbliższym miejscu, wcześniejsze parkingi są całkowicie sensowną opcją.
Czy wrócilibyśmy na Elafonisi drugi raz? Raczej nie. Warto zobaczyć je przynajmniej raz, ale w naszym przypadku Balos zrobiło zdecydowanie większe wrażenie.
Dzień 11 – pełny relaks i Aqua Park
Przedostatni pełny dzień spędziliśmy praktycznie w całości w hotelu. Korzystaliśmy z basenów oraz pobliskiego Aqua Parku, który mieliśmy wliczony w cenę pobytu.
Nie planowaliśmy już żadnych dalszych wyjazdów, nie szukaliśmy kolejnych miejsc do odwiedzenia i nie mieliśmy poczucia, że trzeba jeszcze „coś zaliczyć”.
Po pierwszej części wyjazdu taki dzień był po prostu idealnym finałem wakacji.

Dzień 12 – ostatnie godziny na Krecie i powrót
Wymeldowanie mieliśmy o 11:00, ale na lotnisko nie musieliśmy jechać od razu. Z hotelu ruszyliśmy około 15:00, ponieważ lot z Chanii był zaplanowany na 18:30.
Niestety tego dnia pojawiły się problemy techniczne związane ze strefą lotniczą nad Albanią. W efekcie ponad dwie godziny spędziliśmy już w samolocie, czekając na możliwość startu.
Finalnie w Berlinie wylądowaliśmy około 22:30. Nie był to idealny finał podróży, ale po 12 bardzo udanych dniach trudno było pozwolić, żeby kilka godzin opóźnienia zmieniło ogólne wrażenie z całego wyjazdu.
Patrząc z perspektywy całego wyjazdu, Kreta w 12 dni okazała się dla nas idealnym kompromisem między objazdówką a wypoczynkiem.
Nasze TOP 5 miejsc na Krecie
Po powrocie zaczęliśmy zastanawiać się, które miejsca rzeczywiście zapamiętaliśmy najlepiej. Co ciekawe, nasz ranking nie do końca pokrywa się z typowymi zestawieniami największych atrakcji wyspy.
Gdyby ktoś zapytał nas dziś, co zobaczyć na Krecie w pierwszej kolejności, zaczęlibyśmy właśnie od tych pięciu miejsc.
1. Balos
Tutaj nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Balos zrobiło na nas największe wrażenie zarówno pod względem krajobrazu, jak i całego doświadczenia — od przejazdu szutrową drogą, przez zejście z panoramą laguny, aż po kilka spokojnych porannych godzin na plaży.
2. Jezioro Kournas
To jedno z największych pozytywnych zaskoczeń. Nie jechaliśmy tam z ogromnymi oczekiwaniami, a finalnie był to jeden z najprzyjemniejszych i najbardziej spokojnych fragmentów wyjazdu.
3. Greek National Football Team Museum
Kompletna niespodzianka. Małe, niepozorne miejsce, które zapamiętaliśmy przede wszystkim dzięki człowiekowi, który je prowadzi i potrafi swoją pasją zainteresować nawet osobę zupełnie niezainteresowaną piłką nożną.
4. Chania
Najbardziej klimatyczne miasto całego wyjazdu. Port, stare miasto i wieczorna atmosfera sprawiły, że trzy godziny minęły nam wyjątkowo szybko.
5. Klasztor Arkadi
Arkadi pokazało nam zupełnie inną twarz Krety. Po wielu plażach, tawernach i nadmorskich miejscowościach było spokojniejszym, bardziej historycznym i refleksyjnym punktem naszego planu.
Co najbardziej zaskoczyło nas na Krecie?
Pierwsza odpowiedź jest bardzo prosta — jedzenie. Gyros praktycznie w każdej możliwej postaci, świetne owoce morza, moussaka oraz małe, niepozorne lokale, w których jedzenie potrafiło pozytywnie zaskoczyć znacznie bardziej niż restauracje wyglądające na bardziej turystyczne.
Drugim dużym zaskoczeniem były krajobrazy. Oczywiście przed wyjazdem wiedzieliśmy, że Kreta jest górzysta, ale nie spodziewaliśmy się aż tak dużej różnorodności terenu. W bardzo krótkim czasie można przejechać od typowo nadmorskiego krajobrazu do terenów, które wyglądają jak zupełnie inna część Europy.
To właśnie ta różnorodność sprawiła, że zwiedzanie Krety samochodem było ciekawe nawet podczas samych przejazdów.
Co nam się na Krecie nie podobało?
Największym minusem była infrastruktura drogowa i ogólny komfort przemieszczania się po wyspie.
Nie chodzi tylko o jakość asfaltu, ale również o wąskie lokalne drogi, przebudowy, objazdy i czasami dość specyficzny styl jazdy innych kierowców. Na mapie wszystko wygląda blisko, natomiast w praktyce nawet niezbyt długa trasa może być bardziej męcząca, niż można się spodziewać.
Dlatego podczas tworzenia planu zwiedzania Krety warto zostawić sobie większy zapas czasu. Nie układajcie dnia na zasadzie „to tylko 80 kilometrów, więc za godzinę będziemy na miejscu”, bo na Krecie taka kalkulacja nie zawsze działa.
Jednocześnie nie wyobrażamy sobie tego wyjazdu bez samochodu. To właśnie auto dało nam swobodę, możliwość zmiany planu i dotarcia do miejsc, których bez własnego środka transportu prawdopodobnie byśmy nie zobaczyli.
Co zrobilibyśmy inaczej?
Największy niedosyt pozostawiła Samaria. Uwielbiamy chodzić i wąwóz był jednym z miejsc, które bardzo chcieliśmy przejść, ale najmłodsza uczestniczka naszego wyjazdu miała kontuzję kolana i uznaliśmy, że nie będziemy ryzykować.
To była dobra decyzja, ale żal pozostał.
Gdybyśmy wrócili na Kretę, Samaria byłaby jednym z pierwszych punktów planu. Dołożylibyśmy również dwie lub trzy inne piesze trasy, ponieważ po powrocie doszliśmy do wniosku, że właśnie chodzenia trochę nam zabrakło.
Odpuściliśmy także wodospad w wąwozie Kourtaliotiko. Byliśmy już stosunkowo blisko, ale po całym dniu byliśmy zwyczajnie zbyt zmęczeni, żeby dokładać sobie kolejną atrakcję.
Nie odwiedziliśmy również Heraklionu. Przed wyjazdem przeczytaliśmy sporo opinii i uznaliśmy, że inne miejsca są dla nas ciekawsze. Czy była to dobra decyzja? Tego nie wiemy, bo skoro sami tam nie byliśmy, nie zamierzamy udawać, że potrafimy uczciwie ocenić miasto.
Mamy za to kolejny powód, żeby kiedyś wrócić.
Czy 12 dni na Krecie wystarczy?
W naszym przypadku 12 dni okazało się idealnym czasem, ale pod jednym warunkiem — nie próbujecie zobaczyć wszystkiego.
Kreta jest na to zwyczajnie za duża. Oczywiście można stworzyć plan, w którym każdego dnia rusza się w inną część wyspy, przejeżdża setki kilometrów i wraca do hotelu późnym wieczorem. Tylko wtedy bardzo łatwo zamienić wakacje w logistyczny maraton.
My zdecydowanie wolimy wrócić z kilku miejsc z niedosytem niż z całego urlopu ze zmęczeniem.
Pierwsza część naszego pobytu była aktywna, druga spokojniejsza i właśnie taki układ sprawił, że mieliśmy poczucie zarówno dobrze wykorzystanego czasu, jak i prawdziwego wypoczynku.
Jeżeli szukacie gotowego planu zwiedzania Krety, nie musicie oczywiście kopiować naszej trasy 1:1. Potraktujcie ją raczej jako sprawdzony punkt wyjścia i dopasujcie intensywność podróży do własnego stylu.
Czy warto podzielić pobyt na dwa hotele?
W naszym przypadku zdecydowanie tak i gdybyśmy planowali ten sam wyjazd ponownie, podział na dwa hotele zostałby praktycznie bez zmian.
Pierwszy hotel służył przede wszystkim jako baza wypadowa. Rano wyjeżdżaliśmy, wracaliśmy późnym popołudniem, korzystaliśmy z basenu i szliśmy spać. W takim układzie all inclusive byłoby dla nas zupełnie niepotrzebne.
Drugi hotel miał już zupełnie inną funkcję. Chcieliśmy w nim faktycznie odpoczywać, korzystać z basenów, plaży i jedzenia na miejscu, dlatego właśnie wtedy all inclusive zaczęło mieć sens.
Jedzenie w Caldera Beach Hotel oceniamy dobrze. Każdego dnia cała nasza trójka mogła bez większego problemu znaleźć coś dla siebie i nie mieliśmy poczucia, że musimy wychodzić z hotelu tylko po to, żeby zjeść dobry posiłek.
Ile kosztowało nas 12 dni na Krecie?
Cały wyjazd dla trzech osób kosztował nas około 16 000 zł. W tej kwocie znalazły się loty, oba hotele, wynajem samochodu, paliwo, restauracje, parkingi, bilety oraz pozostałe wydatki na miejscu.
Sam wynajem samochodu kosztował 674 euro.
Dokładne koszty poszczególnych elementów chcemy jeszcze uzupełnić po sprawdzeniu wszystkich płatności, dlatego w tym miejscu będziemy chcieli umieścić nasz wpis z dokładnym kosztorysem z naszego wyjazdu.
Balos czy Elafonisi?
Jeżeli po naszym wyjeździe mielibyśmy wybrać tylko jedno z tych miejsc, odpowiedź byłaby bardzo prosta — Balos.
Elafonisi jest piękne i zdecydowanie warto je zobaczyć przynajmniej raz. Nie uważamy, że jest to miejsce przereklamowane czy niewarte wizyty. Po prostu w naszym przypadku wcześniejszy pobyt na Balos sprawił, że Elafonisi nie wywołało już takiego efektu.
Balos było bardziej spektakularne krajobrazowo, ciekawsze pod względem całego doświadczenia i znacznie bardziej zapadło nam w pamięć.
Być może gdybyśmy odwiedzili te miejsca w odwrotnej kolejności, nasza opinia wyglądałaby inaczej. Ale gdybyśmy dziś mieli ponownie wybrać tylko jedno z nich, bez wahania pojechalibyśmy na Balos.
Dla kogo sprawdzi się nasz plan zwiedzania Krety?
Nasz sposób podróżowania najlepiej sprawdzi się u osób, które chcą znaleźć balans między aktywnym zwiedzaniem a odpoczynkiem.
Polecilibyśmy taki plan parom, rodzinom z nastolatkami i wszystkim, którzy lubią wycieczki samochodowe, ale jednocześnie nie chcą każdego dnia wracać do hotelu kompletnie wykończeni.
Jeżeli lubicie czasem zmienić plan w trakcie dnia, spontanicznie zatrzymać się na obiad, odpuścić atrakcję, kiedy zwyczajnie nie macie już siły, albo przeznaczyć cały dzień wyłącznie na basen — prawdopodobnie taki styl podróży będzie Wam odpowiadał.
Gdybyśmy jeszcze raz planowali 12 dni na Krecie…
Największą zmianą byłby prawdopodobnie termin.
Zamiast sierpnia wybralibyśmy czerwiec.
Sierpień to absolutny szczyt sezonu i tłumy było czuć praktycznie przy każdej bardziej popularnej atrakcji. Wczesne wyjazdy bardzo pomagały — dzięki temu na Balos mieliśmy kilka spokojnych godzin, a na Triopetra bez problemu znaleźliśmy parking — ale całkowicie uciec od dużej liczby turystów w sierpniu po prostu się nie da.
Sam plan zwiedzania Krety zmienilibyśmy natomiast tylko trochę. Dodalibyśmy Samarię, więcej pieszych tras, Kourtaliotiko i być może Heraklion.
Resztę prawdopodobnie zrobilibyśmy bardzo podobnie.
Bo jeśli po 12 dniach człowiek wraca do domu wypoczęty, ale jednocześnie z listą miejsc, które chciałby zobaczyć następnym razem, to chyba oznacza, że plan był całkiem dobry.

Jeśli ten poradnik był dla Was pomocny i chcecie wesprzeć dalsze tworzenie podobnych materiałów, możecie postawić nam symboliczną kawę ☕
Będzie nam bardzo miło!
FAQ – plan zwiedzania Krety
Ile dni warto przeznaczyć na Kretę?
Naszym zdaniem 10–12 dni to bardzo dobry czas, jeśli chcecie połączyć aktywne zwiedzanie z odpoczynkiem. Kreta jest jednak na tyle duża, że nawet podczas dwóch tygodni trudno zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca bez bardzo intensywnego tempa.
Czy 12 dni na Krecie wystarczy?
Dla nas 12 dni okazało się idealne. Pierwszą część pobytu poświęciliśmy na bardziej intensywne zwiedzanie Krety samochodem, natomiast druga była już znacznie spokojniejsza.
Czy warto wynająć samochód na Krecie?
Jeżeli chcecie zobaczyć coś więcej niż okolice jednego hotelu, naszym zdaniem zdecydowanie tak. Samochód dawał nam ogromną swobodę, pozwalał zmieniać plan w trakcie dnia i docierać do mniej oczywistych miejsc.
Czy zwiedzanie Krety samochodem jest trudne?
Nie nazwalibyśmy go trudnym, ale na pewno jest bardziej wymagające niż jazda po części wysp hiszpańskich. Trzeba przygotować się na wąskie lokalne drogi, gorszą infrastrukturę i dłuższe realne czasy przejazdu, niż wynikałoby z samego dystansu.
Gdzie najlepiej nocować podczas zwiedzania Krety?
W naszym przypadku bardzo dobrze sprawdziły się dwie bazy: okolice Retimno podczas aktywniejszej części oraz Gerani podczas spokojniejszej części pobytu. Dzięki temu mogliśmy lepiej dopasować hotel do charakteru danego etapu wyjazdu.
Czy warto jechać samochodem na Balos?
My pojechaliśmy i zdecydowanie nie żałujemy. Najważniejsze to wcześniej sprawdzić warunki wypożyczalni, jechać spokojnie po szutrowej drodze i najlepiej dotrzeć na parking wcześnie rano.
Balos czy Elafonisi?
Dla nas zdecydowanie Balos. Elafonisi warto zobaczyć, ale po wcześniejszej wizycie na Balos nie zrobiło już na nas tak dużego wrażenia.
Czy sierpień to dobry miesiąc na Kretę?
Pogodowo tak, ale trzeba przygotować się na wysokie temperatury i duże tłumy. Gdybyśmy planowali ten wyjazd ponownie, prawdopodobnie wybralibyśmy czerwiec.
Nasza Kreta w 12 dni nie była próbą zobaczenia całej wyspy, tylko świadomym wyborem miejsc, które najbardziej pasowały do naszego stylu podróżowania.





























Komentarze (1)
Pingback: Ile kosztują wakacje na Krecie? Nasz kosztorys 2026